Hej!
Wasz niestrudzony redaktor, do niedawna samozwańczy szef klanu (przynajmniej do momentu gdy niejaki Jarl ogłosił się samozwańczym dominatorem
) udał się niedawno w szaleńczą podróż w poszukiwaniu Red Faction do dalekiego i dzikiego kraju Japan. Jest to jeden z powodów dla których przez długi czas nie było żadnych nowości na naszej stronie, ani żadnych informacji na temat RF III – a całkiem sporo się ich ostatnio ukazało. O RF III napiszę trochę później, ale najpierw korespondencja własna z japonii.
Zacznę od końca, czyli od podsumowującego wniosku: Japonię każdy musi zobaczyć przynajmniej raz w życiu. Każdy! Bez wyjątku! Kraj niezwykły, egzotyczny a jednocześnie jakoś tak bliski. Bliski oczywiście wszystkim wielbicielom najróżniejszych gadżetów elektronicznych, gier komputerowych, aparatów cyfrowych itp.
Tu znajduje się raj.
Raj znajduje się już w Tokio, a konkretnie w jednej z dzielnic Akihabara. To fantastyczne miejsce mogło by moim zdaniem samodzielnie zapełnić program dwutygodniowej wycieczki, co niestety w moim przypadku z przyczyn nazwijmy to niezależnych nie mogło się udać. Akihabara to dzielnica sklepów z elektroniką. Sklepów najróżniejszych, od 6 pięter aparatów cyfrowych i kamer do malutkich kantorków gdzie każde najmniejsze wolne miejsce zapchane jest częściami komputerowymi sprzedawanymi wprost z kartonów. Prawie że na wagę
O ile ceny nie są o wiele niższe niż w europie i to nie budzi zbyt wielkiego zachwytu to od mnogości rodzajów sprzętu można już dostać oczopląsu. Szukasz aparatów Canon? Znajdziesz wszystkie produkowane modele, co do jednego! Dotyczy to oczywiście wszystkich producentów, także możecie sobie wyobrazić oczopląs którego się dostaje po wejściu do któregokolwiek z sklepów. Następnym razem już wiem, że na samą Akihabarę trzeba przeznaczyć przynajmniej jeden cały dzień. Akihabara rulez! …chociaż Red Faction ani śladu. Cóż, może po premierze RF III coś się zmieni. Nie jest to jednak pewne ponieważ japońskie gusty są dość dziwne…
Japońskie gry
Czym ekscytują się japończycy? Pachinko! Tego jest po prostu niesamowita ilość. W Tokio w dzielnicach rozrywki salony pachinko można spotkać niemal na każdym rogu. Próbowałem, ale nie dałem rady. Po wejściu do środka dopadł mnie ogłuszający hałas, brzek stalowych kulej, okropnie głośna muzyka – ciężki szok. Wytrzymałem dosłownie 5 minut i trzeba było uciekać. Wśród gier wideo przeważają takie w mangowym stylu, albo jakieś karate zabijanki. Oprócz tego pełno dziwnych gier, w których zupełnie nie wiadomo co jest ciekawego – rozbijanie kolorywych kulek na czas, walenie w bęben do jakiegoś przedziwnego rytmu. No i co ciekawe, grają wszyscy! Niezwykle popularne są gry Nintendo DS w które gra się gdzie popadnie. W metrze nie wypada rozmawiać przez telefon, ale za to wszyscy grają i to jest ok. Oprócz grania latają po internecie…
Internet
Internet jest wszędzie! Brzmi jak hasło reklamowe skopiowane z jednej z reklam. Jest wszędzie? Tak to sobie wyobrażałem przed wyjazdem. W końcu japonia. Wyposażony w PDA z WiFi i Skypem myślałem że nie będzie problemów i co za niespodzianka… WiFi… ktoś jeszcze korzysta z tej zamierzchłej technologii? Bo japończycy już prawie nie. Przyczyna jest bardzo prosta, internet mają po prostu w telefonach i to już od wielu lat i to w normalnej cenie. Stąd kombinacje z WiFi są dla nich kompletnie niezrozumiałe. Oczywiście samo WiFi istnieje i ma się dobrze do internetu w domu, gdzie montuje się zwykle własny punkt dostępowy. Oczywiście tylko wtedy gdy rozmiary mieszkania to uzasadniają – a chyba niejedno słyszeliście o rozmiarach japońskich mieszkań
Język
Japoński. A jakiego się spodziewaliście? Niby w szkole mają obowiązkowy angielski, ale w praktyce jest różnie i w związku z tym można się spotkać z różnymi ‘kwiatkami’. Najfajnejszy prezentuję na zdjęciu:

Jak jeść
Prawda że fajne? Coś takiego otrzymaliśmy razem z zakupionymi ciasteczkami japońskimi. Jak widać sposób jedzenia musiał być w jakiś sposób istotny, ale co robić.
Trochę nastraszyłem, ale tak źle nie było. W większości miejscowości do których docierają turyści większość nazw zamieszczona jest również w transkrypcji naszymi literkami, także nie ma tak wielkich problemów. Oczywiście, jeśli zamarzy się wyprawa do jakiegoś mniejszego miasteczka, ciut obok znanych szlaków turystycznych no to wtedy można być tylko sobie winnym, że się wcześniej nie opanowało choć japońskiego alfabetu.
O ile język stanowi przeszkodę, to w jej przełamaniu pomagają sami japończycy, którzy są chyba najbardziej przyjaznym narodem. Są zawsze chętni do pomocy i widząc zagubionego cudzoziemca stojącego z mapą i bezradnie rozglądającego się wokoło (próbując dopasować znaczki z mapy do znaczków na ulicy) sami podchodzą i oferują pomoc.
Mam nadzieję że nie zanudziłem. Na koniec japoński gadżet (made in china oczywiście), który teraz codziennie wita mnie w pracy:

Trzy wesołe misie kiwające główkami i zasilane baterią słoneczną. Także gdy wchodzę do biura i włączam światło to od razu widzę radosne kiwanie.