…czyli co chciałbyś wiedzieć o śmieciach, ale boisz się zapytać.
Dziś opowiem wam o śmieciarzach. Dokładniej, to będzie o śmieciach. W Belgii mają fizia na punkcie segregacji śmieci. Może nie jest tak źle jak w niektórych innych krajach, ale to i tak porąbane. Śmieci dzieli się na takie które się da przetworzyć, tj. plastiki, kartony i puszki, dalej na odpadki organiczne i na koniec na pozostałe. Pierwsza grupa powinna trafiać do specjalnych niebieskich worków. Worki te są niedrogie i mają na sobie napisane co dokładnie można do nich wrzucać – oczywiście nie wszystkie plastiki, nie wszystkie puszki i nie wszystkie kartony wolno tam umieszczać. Odpadki organiczne to osobny temat i napiszę o tym na końcu. Tzw. pozostałe śmieci wrzuca się do specjalnych czarnych worków z nazwą gmin. Te worki są bardzo drogie i przez swoją cenę mają “zachęcić” do segregowania śmieci.
Co więc mam robić, też segreguję. Kupiłem worki i wrzucam tam co trzeba. Jakie było moje zdziwienie, gdy po wystawieniu niebieskiego worka przed dom – razem z całą masą innych worków sąsiadów, następnego dnia po powrocie z pracy znalazłem… mój worek który nie został zabrany! Wszystkie inne oczywiście zniknęły. Cóż, okazało się, że jakiś uprzejmy belg potraktował mój worek jako dodatkowy śmietnik i wrzucił tam jakieś papierzyska, które znaleźć się w nim nie powinny były. Co było robić, licząc się ze stratą kasy, zapakowałem ten worek w inny, czarny i w taki sposób pozbyłem się śmieci.
Następnym razem, gdy znów się uzbierał niebieski worek, znów wystawiłem go przed dom… z takim samym rezultatem! Tym razem wszystko było ok, a śmieci i tak nie zabrane. Może to dlatego że kartoniki były pomieszane z butelkami plastikowymi?? Czas na następną próbę. Dwa tygodnie później ten sam worek znów wylądował przed domem. Tym razem znajdowały się w nim starannie przebrane i elegancko pozgniatane butelki plastikowe. Efekt? Znów nie zabrali! Skandal prawda? Ale teraz już wiem jaki straszny i niewybaczalny błąd robiłem, gdy się dowiecie to sami potwierdzicie, że to okropny błąd. Otóż, znajduję się przecież w flamandzkiej części belgii, a worki miały napisy po francusku! Powinienem chyba być zadowolony, że gościu ze złości nie porozwalał tych śmieci po ulicy, nie wybił mi szyby w oknie, a samochodu nie oblał szambem… Ce la vie…
Na deser – śmieci organiczne. Niby nic strasznego, wrzuca się je do zielonych pojemników, z których każde mieszkanie / dom, ma swój. Też mam taki, stoi w garażu nieużywany. Dlaczego? To proste, te śmieci zabierają raz na dwa tygodnie. Domyślacie się chyba co się dzieje w takim śmietniku w ciągu dwóch tygodni, szczególnie gdy jest dość gorąco? W dniu zbierania odpadów organicznych wszyscy wystawiają swoje zielone kontenerki przed domy – jakby ktoś tego dnia chciał się wybrać na spacer wzdłuż ulicy to raczej nie polecam. Równie dobrze można by się wybrać na spacer po polu świeżo nawiezionym gnojówką…
