Klan Red Faction Caramba!

Klan graczy Red Faction

Archiwum z czerwiec, 2007

O cholera!

Opublikował/a _Re w dniu 27 czerwiec, 2007

Dość zaskakująca szczerość ;-)

Update: 2007.09.12 PiS Szykuje się chyba ostro do wyborów, bo to wideo już nie jest dostępne :-)

Opublikowany w Różności, Z kraju | Zostaw Komentarz »

La fac

Opublikował/a _Re w dniu 25 czerwiec, 2007

La fac? To właśnie przychodzi mi do głowy gdy zaglądam na tą stronę. Tak, chciałem pograć, nikt się nie zgłosił i d…!

Żegnam.

Opublikowany w Sprawy klanowe | Zostaw Komentarz »

Welkom in België

Opublikował/a _Re w dniu 10 czerwiec, 2007

Jesteście ciekawi jak rozwijany jest nasz klan na emigracji ;-) ? Co ciekawego lub dziwnego dzieje się w Belgii? To zapraszam do przeczytania tego krótkiego felietonu.

Gdy wcześniej myślałem o Belgii to pierwsze skojarzenia które się pojawiały to była Unia Europejska i piwo (trapistów). Kto by przypuszczał, że wkrótce do tych skojarzeń dołączą pijani traktorzyści, zacofana telekomunikacja, granica językowa czy wszechobecne ‘AZERTY’. Trochę zdradziłem część tematów, ale to tylko tak na rozgrzewkę.

Belgia = België + Belgique

W przewodniku Pascala napisano ostrzeżenie, by zawsze odzywać się we właściwym języku, a jak nie wiadomo który jest właściwy to lepiej po angielsku. Brzmi to dziwnie ale niestety jest to niezwykle prawdziwe. Belgia to bardzo mały kraj i do tego jeszcze ostro przecięty granicą językową. Nie będę się tu rozpisywał o historii (to zobaczycie sobie na Wikipedii). Napiszę o tym jakie są tego skutki. W części francuskojęzycznej porozmawiacie sobie oczywiście po francusku i to niemal wyłącznie. W dużej części przypadków można odnieść wrażenie że odpowiedź na pytanie ‘Parlez vous anglais?’ – ‘Pas du tout!’ wypowiadana jest z wyraźną dumą. Mówią przecież najwspanialszym językiem na świecie, po co więc jeszcze angielski, toż to nieporozumienie! Po przekroczeniu granicy językowej wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki. Angielski? Żaden problem! Francuski? A chcesz w twarz? :-) No może nie jest tak źle, ale francuskiego używa się raczej z niechęcią choć znają go prawie wszyscy – muszą, bo jest obowiązkowy do nauki w szkołach. Konkurencja językowa prowadzi np. do darmowych kursów flamandzkiego (w części flamandzkiej oczywiście). Darmowego francuskiego się nie spodziewajcie, z oczywistych chyba względów.

Po jednej stronie granicy językowej do skrzynki wpadają tony reklam po francusku, po drugiej, choćby było to kilkaset metrów dalej – te same reklamy w wersji flamandzkiej. Mieszkając w części flamandzkiej poprosiłem pewną firmę telekomunikacyjną o przesyłanie faktur po francusku, tłumacząc że flamandzki niestety mam na poziomie ‘Goede Morgen’ (angielskich oczywiście nie mieli) – i co? Oczywiście operacja ta okazała się być niewykonalna. Przecież mieszka pan w części flamandzkiej proszę pana! Różnic jest więcej. Załóżmy że chcecie iść do kina. Na północy belgii będzie po ludzku, czyli jak u nas – film w oryginale z napisami. Za wyjątkiem filmów dla małych dzieci oczywiście. Na południu? Hmm, szerzymy kulturę frankońską i wszystko jest z francuskim dubbingiem. Cóż, radź sobie sam człowieku i … naucz się właściwego języka! Ostatni Jaś Fasola nie był tak trudny do zrozumienia, ale tam niezwykle mało mówią :-)

TP S.A. < BelgaCom

Znak mniejszości postawiony w nagłówku oznacza ceny. Zdziwieni? Bądźcie pewni że ja również! Byłem święcie przekonany, że nasz rodzimy monopolista czyli France Telecom w ubranku TP S.A. to najdroższy operator na świecie. Jednak nawet krótkie spotkanie z belgijską telekomunikacją skłania do natychmiastowego wyszarpnięcia karty telefonicznej z automatu – tak zrobiłem gdy przy połączeniu z krajem rodzinnym pojawiła się cena 1.6€! Lokalne połączenia stacjonarne w cenie 0.2€ za minutę to nic dziwnego. Ceny telefonii komórkowej są na poziomie polskich sprzed roku. Internet? Też masakra. Najtańszy to 30€/miesiąc za 1mb/s. Nie brzmi tragicznie? No to uważajcie, w tym jest 1GB transferu miesięcznie i to sumując upload i download (!). To dobrodziejstwo oczywiście przy założeniu umowy na rok. Cóż… Całe szczęście telefon internetowy działa w zasadzie bez zarzutu, także jedyne co trzeba przeboleć to koszt internetu.

No właśnie, ale by skorzystać z internetu trzeba dysponować jakimś sprzętem i tu wpadam w następny temat, czyli tą nieszczęsną klawiaturę AZERTY.

AZERTY

Belgia to w dużej części kraj francuskojęzyczny (mam nadzieję, że nie czyta tego zbyt wielu flamandów :-) ), ma to niestety dodatkowy przykry wpływ na sprzęt komputerowy. Wszystkie komputery sprzedawane w belgii mają przedziwny układ klawiatury – AZERTY. Wszystkie to znaczy zupełnie absolutnie wszystkie. Słyszałem już o różnych kombinacjach by zdobyć normalną klawiaturę – choćby wizyta w serwisie specjalne zamawianie klawiatury międzynarodowej, co kosztuje ok 100€. Dlatego swój komputer kupiłem w Holandii :-)

No to na razie tyle. Jak coś mi się przypomni, albo wpadnę na coś ciekawego to jeszcze coś się tu pojawi :-)

Opublikowany w Różności, Ze świata | Zostaw Komentarz »