Klan Red Faction Caramba!

Klan graczy Red Faction

“Niezależny” Bank Centralny

Opublikował/a _Re w dniu 10 styczeń, 2007

Nie czujecie się zmęczeni tymi ciągłymi aferami, tym ciągłym politycznym cyrkiem? Niemal codziennie jesteśmy atakowani przez nowe nadużycia i z pewnością można stwierdzić że rzeczywistość już dawno prześcignąła fantazję. Myślenie o czymś jako niewyobrażalnym i niemożliwym jest jak samospełniająca się groźba – chwilę później okazuje się że jakiś fenomenalny polityk już to zrobił. Obrona przez niedopuszczanie do siebie medialnego pokrzykiwania spełnia tylko jedną rolę, ratuje wprawdzie psychikę przed szaleństwem, ale gwałtowne ubywanie gotówki z porfela może wywołać panikę. Na prawdę nie obchodzi mnie co poseł X robił wieczorem z posłem Y, kto komu naubliżał czy jaką miał teczkę. Wprawdzie sprawia to, że pojawia się odruch wymiotny, ale nie dotyka portfela. O podatkach nie ma co tu pisać, ponieważ i tak zawsze będą i nikt się chyba nie odważy robić w tej dziedzinie rewolucji, jednak sięganie do mechanizmów które z definicji powinny być poza zasięgiem wpływów politycznych, takich jak te w których posiadaniu jest Bank Centralny powoduje, że w głowie zapala mi się czerwone światło. Wpisanie odpowiedzialności za rozwój gospodarczy w cel banku centralnego było już od dawna postulatem polityków szukających pokrycia dla socjalnych ekstrawagancji, czy może raczej socjalnego populizmu. Należy się na chwilę zatrzymać nad celami Banku Centralnego, wśród których jednym z podstawowych jest dbanie o wartość złotówki. Tzw. cel inflacyjny stoi często w oczywistej sprzeczności z rozwojem gospodarczym ponieważ główny instrument banku centralnego, tj. ustalane stopy procentowe, w bezpośredni sposób wpływają na koszt pieniądza pozyskiwanego przez przedsiębiorstwa poprzez system bankowy.

Wyobraźcie sobie teraz polityka populistę. Trudne? Bardzo proste. Polityk ten dostaje do ręki władzę nad wartością pieniądza. Polityk ten potrzebuje pieniędzy ponieważ tych pieniędzy potrzebują tłumy jego wyborców. Polityk ten dochodzi szybko do wniosku, że realizacja jego krótkoterminowego celu, tj. zapewnienie szczęścia masom wyborców jest ważniejsze od celu długoterminowego, tj. dbałości o wartość pieniądza. Jest tak ponieważ zakłada on, że i tak nie utrzyma sie przy władzy aż tak długo by skutki tych decyzji dały się wyraźnie odczuć. W związku z tym podejmuje decyzję o druku pieniądza na pokrycie swoich zobowiązań wyborczych. Oczywiście hasła są szczytne, także nikt nie może mieć wątpliwości, że dana grupa społeczna rzeczywiście powinna otrzymać pomoc.

Czy mając w pamięci szalejącą inflację końca lat osiemdziesiątych bylibyście skłonni oddać taką władzę politykowi populiście? Pewnie nie, i w rzeczywistości pewnie tak się od razu nie stanie. To co zaczyna rzeczywiście martwić to potencjalna możliwość powolnej, ale systematycznej korozji niezależności Banku Centralnego. Istnieje ryzyko, że za cenę chwilowego szczęścia części wyborców znajdziemy się nagle z powrotem w rzeczywistości galopującej inflacji.

P.S. Wybaczcie ten przyciężki tekst, ale sądzę że w tym przypadku rzeczywiście jest się czego bać. Z góry przepraszam, jeśli na skutek luk w edukacji ekonomicznej popełniłem jakiś poważny błąd w powyższym rozumowaniu.

P.S. 2 Jeśli uważacie, że takie tematy nie powinny pojawiać się w naszym blogu, dajcie znać. Wcześniej jednak pamiętajcie, że obiecuję, że takie teksty nie będą pojawiały się często – no chyba że sami tego będziecie chcieli i sami będziecie je pisać.

Aktualizacja 2007.01.13, Wideo z wystąpienia nowego Prezesa NBP chyba nie wymaga komentarza… tylko szybkiego wymiany złotówek na stabilniejszą walutę :-(

Aktualizacja 2007.01.15, na koniec dla tych którzy jeszcze nie mają dość polecam bloga o nazwie Skrzypek.

Odpowiedzi: 4 do ““Niezależny” Bank Centralny”

  1. DrGilala powiedział/a

    W pełni się z Tobą zgadzam, ale co proponujesz? Mamy wziąć siekiery i iść na Sejm albo na URM? Problemem nie są populiści (no… obecnie już tak), ale głównie tzw. “ciemna masa”, która ich słucha. W równym stopniu winę za taki stan rzeczy ponoszą ci, którzy “olewają” wybory, bo wychodzą z założenia, że “i tak nic mój głos nie zmieni”. Nie tak dawno natknąłem się na zwiastun filmu “Jak się to robi” (http://jak.to.sie.robi.filmweb.pl/). Współtwórcą filmu jest Piotr Tymochowicz, który wprost mówi, że podstawą sukcesu w wyborach jest, aby wyborcom mówić to co chcą usłyszeć.

    Należałoby zacząć od systemu wyborczego, polegającego na jednomandatowych okręgach wyborczych. Od pewnego czasu działa w Polsce stowarzyszenie Normalne Państwo (http://www.normalnepanstwo.pl/), którego jednym z nadrzędnych celów jest wprowadzenie właśnie takich okręgów oraz walka z korupcją. Polecam ich stronę. :)
    p.s.
    11 stycznia rusza właśnie III edycja akcji “Nie daję, nie biorę łapówek”.

  2. _Re powiedział/a

    Witam Doktorze!
    Jest mi niezwykle miło, że los naszego kraju nie jest Ci obojętny. Sam nie opuściłem żadnych wyborów i było mi niewesoło gdy okazało się, że moja kaczka się nie dostała :-| Pytasz co robić. Moja krótkoterminowa odpowiedź brzmi: emigracja. Niewesołe to niestety. Jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w każdym kraju u władzy znajduje się jakiś zbiór osób nieprzewidywalnych i nieodpowiedzialnych. Jedyne pocieszenie wtedy jest takie, że rozumiejąc piąte przez dziesiąte z tego co mówią w obcym języku, atak polit-bzdur będzie mocno ograniczony

    Doktorze, zapraszam do rejestracji w WordPress! Jak się tylko zarejestrujesz to dostaniesz prawa administracyjne do Caramby i to zupełnie za darmo!

  3. DrGilala powiedział/a

    Hi!

    Już jestem zarejestrowany – jestem DrGilala :)

    Jedynym uzasadnieniem emigracji są:
    - albo przyczyny polityczne (czytaj : ucieczka przed prześladowaniem – jak to już w historii naszego kraju niestety miało miejsce)
    - albo przyczyny materialne, w przypadku, gdy w kraju nie ma możliwości godnego życia (i niestety to jest obecnie przyczyną fali emigracji zarobkowej).
    Jednocześnie uważam za totalny idiotyzm wyjazd z kraju “w ciemno” w celach zarobkowych – zwłaszcza osób, które, oprócz polskiego, nie mają pojęcia o językach obcych. Co raz to słychać o Polakach koczujących w angielskich slumsach. Przypomina mi to niestety Rumunów w Polsce. :( I zapewne tak to jest odbierane za Zachodzie. :(
    Natomiast tak jak to napisałeś “krótkoterminowa emigracja”, to raczej chowanie głowy w piasek. I w tym przypadku nasuwa mi się powiedzenie: “Cudze chwalicie, swego nie znacie.”
    Rzeczywiście rozumiejąc piąte przez dziesiąte omija Cię atak polit-bzdur za granicą, ale równie dobrze można nie oglądać wiadomości i nie czytać gazet w kraju i w ten sposób zapewnić sobie w miarę spokojny sen – co ja z powodzeniem stosuję w praktyce: ograniczam dawkę wiadomości do słuchania radia w samochodzie w czasie jazdy do i z pracy oraz sporadycznego oglądania programów informacyjnych w TV. Wybucha afera – dowiaduję się o niej po kilku dniach, gdy sytuacja w kraju jest już częściowo ustabilizowana i prasa jest znudzona tematem. Bo tu trzeba zwrócić uwagę, że to właśnie prasa i TV w dużej mierze “robią z igły widły” serwując nam często przesadzone informacje – jedynie chyba w celu zwiększenia poczytności lub oglądalności. I czasami wydaje mi się, że nie chodzi tu już o dziennikarską rzetelność, ale o bezkompromisową walkę o odbiorcę.
    Oczywiście w pełni się z Tobą zgadzam co do faktu, że polscy politycy zajmują się przede wszystkim sobą, potem swoimi kolegami partyjnymi, swoimi i ich rodzinami, znajomymi swoimi i swoich znajomych, a dopiero dużo, dużo, dużo, …, dużo później sprawami kraju. Niestety jak to możemy codziennie obserwować trwa nieustana walka nie o dobro Polski i Polaków, ale o przyziemne cele i “ambicje” elit rządzących. :(

    Przypomniało mi się właśnie, co kilka miesięcy temu działo się we Włoszech, gdy rządził Berlusconi i jakie przekręty on robił – jak widać tak jest wszędzie.

    I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś swe wywody.

    Pozdrówka,
    DrG

  4. _Re powiedział/a

    Hej,
    Chyba się trochę nieprecyzyjnie wyraziłem z tą “krótkoterminową emigracją”. Chodzi mi o to, że w krótkim okresie nie jesteśmy w stanie wpłynąć na nasze otoczenie. Stąd jedyną możliwością jest emigracja. Rozumiem, że odcięcie się od źródeł informacji jest też pewnego rodzaju emigracją w świat fantazji w którym oszukuje się, że wszystko jest ok ;-) . Dopiero w długim okresie opłaca się angażować i wojować z systemem, przynajmniej na poziomie lokalnym. Oczywiście musi się wtedy pojawić jeszcze jeden ważny i trudny do znalezienia czynnik – ‘chęć’.
    Piszesz o Włoszech, racja, w zasadzie wszędzie jest podobne piekiełko. Może nasze wydaje się tak paskudne tylko dlatego że jest za blisko?

Napisz odpowiedź

XHTML: Możesz skorzystać z tych etykiet: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>